Robert Piotrowicz "Lasting Clinamen"
z serwisu muzycznego EMD - emd.pl/wiki
Wydania
- 2008-01-29 - CD Musica Genera G003
Utwory
- Clinamen 1a - 11:01
- Clinamen 2a - 8:40
- Clinamen 1b - 11:27
- Clinamen 2b - 12:20
Muzycy
Nota do płyty
Composed and performed by Robert Piotrowicz. Recorded on 25.12.2005 and 16.01.2006. Mixed on different periods of 2007. Mastered by Robert Piotrowicz. All sounds from analog modular synthesizer (Doepfer A100).
Oceny słuchaczy
-









10 - Daniel Brożek 23:44, 4 mar 2008 (CET)
-









10 - 3um 13:29, 4 cze 2008 (CEST)
Recenzje
Piotrowicz nareszcie zdecydował się na wydanie materiału nagranego tylko i wyłącznie na syntezatorze analogowym. Z jednej strony dostajemy mięsisty analogowy, syntezatorowy noise (zapowiadany już na poprzedniej solowej płycie Roberta "Rurokura and the Final Warn"), do którego swego czasu Kevin Drumm dążył nas przyzwyczaić (pamiętne "Sheer Hellish Miasma" i "Land of Lurches"), zaś Piotrowicz udowadnia, jak wielce plastyczną i bogatą dźwiękowo jest materią. Z drugiej ukłon w stronę głębokich, dopracowanych w najdrobniejszych szczegółach potężnych basowych dronisk, które z pewnością zachwycą wielbicieli wrażliwości dźwiękowej Éliane Radigue, a i wprawią w błogi zachwyt każdego właściciela audiofilskiego systemu nagłaśniającego. Porównanie do Éliane Radigue pojawia się tutaj nie tylko ze względu na czysto dźwiękowe konotacje i konsekwentną pracę nad nowymi sposobami wykorzystania syntezy analogowej, ale również układ utworów (1A+2S, 1B+2B) można śmiało przyrównać do E = A = B = A + B lub Chry-ptus. O ile u Radigue struktura kompozycji i charakterystyczne skupienie na brzmieniu wynikały z filozofii ZEN, to Robert nie daje żadnych konkretnych wskazówek. Tytułowy clinamen każe myśleć raczej o typowo fizycznych właściwościach i możliwościach kształtowania dźwięku. Z tego też względu zamieszczona na tej płycie muzyka mimo osadzenia na krzyżowaniu tradycji minimal music i noise, to jednak ciąży coraz bardziej w kierunku czystej sztuki dźwiękowej, czasami nazywanej nawet rzeźną dźwiękową. Ale to nie jedyny trop. Od Radigue odróżnia Piotrowicza przede wszystkim pazur i zadziorność tej muzyki (co nie powinno dziwić znając jego grindcore'owe i metalowe korzenie - patrz chociażby Stuckonceiling), co w przypadku tak doszlifowanej dźwiękowo formuły jest rzadkością (gdyż wielu muzyków już dopracowawszy warsztat po prostu popada w monotonię). Każda z 4 części clinamena przechodzi w kolejną dość gwałtownie i niespodziewanie, odbiegając od typowego dla Radigue minimalu w kierunku rozbudowanej formalnie estetyki hałasu. Wszystko to powoduje, że dla osób śledzących rozwój muzyczny Piotrowicza płyta ta będzie oczywistym kierunkiem w rozwoju tego artysty, jak i ogromną przyjemnością w obcowaniu z tak bogatymi dźwiękowo nagraniami.
Boję się trochę, że ciężko będzie tej płycie przebić się do szerszego grona słuchaczy - dla etatowych fanów "noise" i industrialu za mało tu hałasu i prostackiej ściany dźwięku, zaś dla wielbicieli free-improv nagrania te mogą się okazać zbyt agresywne lub ascetyczne brzmieniowo, a płyta podzieli los wcześniejszych działań muzycznych Piotrowicza - zbyt radykalnych i nieprzystających do jakiejkolwiek "sceny" w tym kraju. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie, gdyż to bardzo ważna płyta w historii polskiego eksperymentu muzycznego. Piotrowicz, obecnie jeden z najbardziej świadomych dźwiękowo twórców w Polsce, nagrał bardzo wyrafinowaną brzmieniowo muzykę, którą śmiało można postawić w jednym szeregu obok dzieł Drumma, Karkowskiego, Radigue czy Philla Niblocka. Tym samym jest szansa, że powrócą dawne lata świetności polskiej muzyki (Bogusław Schaeffer, Studio Eksperymentalne Polskiego Radia w latach 60.) mimo przerażającego zastoju w muzyce eksperymentalnej - zarówno ze strony akademików (co kolejne edycje festiwali Musica Polonica Nova i Warszawska Jesień skutecznie udowadniają - polska muzyka współczesna jest GŁUCHA na to, co dzieje się w eksperymencie dźwiękowym na świecie i od paru dekad wyważa dawno otarte drzwi) jak i reszty twórców zgromadzonych np. wokół oficyn Monotype i Requiem - osłuchanych i świadomych, ale ciągle ze zbyt małym doświadczeniem dźwiękowym, by móc wyrwać się poza kopiowanie jakże ciekawych wzorców. Życzę nam wszystkim, by i innym polskim twórcom starczyło zapału, by dopracować się tak bogatego warsztatu dźwiękowego jak Piotrowicz, oraz pomysłowości, by stworzyć swój własny język muzyczny.
666!
Clinamen to, jak podaje wikipedia (http://en.wikipedia.org/wiki/Clinamen), pojęcie opisujące nagły ruch, niespodziewaną zmianę kierunku poruszania się atomów. Wprowadził je Lukrecjusz, który zaznaczył, że bez tego ruchu nie byłoby kontaktu między cząsteczkami, a zatem nic by nie powstało. Tak więc clinamen jest pierwotną siłą tworzenia. Termin ten pojawiał się potem, w mniej lub bardziej oderwanym od pierwotnego sensie, u Gillesa Deleuze’a, Harolda Blooma, Louisa Althussera. W kontekście albumu Piotrowicza interesujący jest cytat z książki Isabelle Stengers i Iliyi Prigogine’a "Order out of Chaos: Man's new dialogue with nature", w której pojęcie to przytoczone jest na gruncie teorii chaosu. Wielorakie przestrzenie i skale czasowe wiążące się z turbulencją odpowiadają spójnemu zachowaniu milionów molekuł. Pojęte w ten sposób przejście od przepływu warstwowego (laminarnego) do turbulencji jest procesem samo-organizacji. Część energii systemu, która podczas przepływu znajdowała się w ruchu cząstek, jest przemieszczona do makroskopowego, zorganizowanego ruchu. [1] (http://capitalismandschizophrenia.org/index.php/Clinamen)
Tytuł wprowadza nas w głąb świata atomów, natomiast dźwięki wywołały we mnie skojarzenia również materialne, ale na wyższym poziomie złożoności. Eksploracja możliwości syntezatora Doepfer A100 przypominała mi obróbkę kamienia szlachetnego, szlifowanie powierzchni, zaznaczanie krawędzi, wyrysowywanie wzorów na ściankach, raczej bez końcowego polerowania.
Jest to proces długotrwały, wymagający umiejętności, często mozolny. Tak jak na długi dystans przewidziane są wielkowymiarowe (nie tylko czasowo, także przestrzennie) kompozycje Piotrowicza. Tak jak muzyka na "Lasting Clinamen" nie trafi do każdego, słuchaniu jej będzie towarzyszył trud przedzierania się przez gąszcz elementów.
"Sheer Hellish Miasma" Kevina Drumma jest łatwym porównaniem (które jakoś sprawdza się przy utworze trzecim, pierwszej połowie pierwszego i w części czwartego), ale Piotrowicz nie oddaje się noise’owej ekstazie. Odbiega od niej choćby track drugi, który zapuszcza się w niskie częstotliwości. A też czymś innym jest genialny utwór czwarty (wieńczący płytę), tutaj mimo wielości składowych nie ma chaosu, możemy przysłuchiwać się zderzeniom i tarciom dźwiękowych płyt tektonicznych, które oddziałują na siebie nawzajem, odgłosy z jednej przechodzą na pozostałe, gdzie brzmią w odmienny sposób, swoisty dla każdej przestrzeni. Tu właśnie jest wspominany w cytacie proces samo-organizacji, wykorzystywania dostarczonej energii na większą skalę. W ogóle przemyślana konstrukcja albumu zasługuje na najwyższe uznanie. A jeszcze należałoby wspomnieć o ciekawych muzycznych gestach, np. uderzenia w dwójce czy tąpnięcie w trójce, które dodają kompozycją charakteru, wyłamują się z gęstych dźwiękowych mas.
Rzecz nie dla tych, którzy odbiór mają naznaczony opcją "easy listening", ale dla wszystkich szukających i gotowych oddać się we władanie dźwiękom – obowiązkowo. Dawno nie słyszałem czegoś takiego.
Zobacz też
- musicagenera.net (http://musicagenera.net/record_g003.html)
- Brainwashed (http://brainwashed.com/index.php?option=com_content&task=view&id=6675&Itemid=1) - recenzja
- Connexion Bizarre (http://www.connexionbizarre.net/reviews/r_robertpiotrowicz_lc.htm) - recenzja
- Gaz-eta (http://www.gaz-eta.vivo.pl/gaz-eta/recenzje/gazeta.php?nr=65&id=s_1) - recenzja
- squidsear.com (http://www.squidsear.com/cgi-bin/news/newsView.cgi?newsID=713) - recenzja
- last.fm/music/Robert+Piotrowicz (http://www.last.fm/music/Robert+Piotrowicz/)

